środa, 13 stycznia 2010

Na żywo z Golgoty


Jakoś tak zawsze jest, że na święta bożonarodzeniowe w prasie pojawia się wysyp artykułów o osobie Jezusa Chrystusa. Zawsze są to te same artykuły, które pojawiły się rok wcześniej, najczęściej upgrade’owane o parę nowinek, też nieświeżych, ale odpowiednio kontrowersyjnych. O ile temat twórcy chrześcijaństwa jest w mediach dawkowany sezonowo, na najróżniejszej maści forach kwitnie sobie w najlepsze cały rok.

Argumenta serwowane w dyskusjach mają najczęściej posmak antyklerykalny (nie ateistyczny, wbrew wyobrażeniom wielu), choć z pretensjami do bycia naukowymi.

Na przekór zamierzeniom krytyków istnienia postaci historycznej jaką był Chrystus, metodologia badań jaką stosują, tylko pozornie trzyma się kupy. Po bliższym w niej zabełtaniu, nad okolicą unosić się zaczyna nieprzyjemny fetorek, a nad całością zawisa chmara much. Taki to los kupy.
Wdepnijmy w nią i my:

Nie można, wedle krytyków, uznać dowodów na istnienie Jezusa bo:

1. Nowy Testament jest niewiarygodny, bo po brzegi wypełniony bajkami o cudach.
2. Nowy testament jest niewiarygodny, bowiem jest sprzeczny z aktualną wiedzą z zakresu historii.
3. Nowy Testament i piśmiennictwo chrześcijańskie jest niewiarygodne, bo pisane przez samych zainteresowanych, „z ich punktu widzenia”
4. Źródła pogańskie się nie liczą bo powstały „kilkadziesiąt/kilkaset” lat po wydarzeniach, podobnie jak dokumenty chrześcijańskie.

Pięknie. Jasno. Czytelnie. Zabawmy się teraz i zastosujmy owe kryteria do inszych wydarzeń, z mniejszym współczynnikiem zabarwienia ideologicznego.

To może, coś oczywistego, może Zjazd Gnieźnieński? To ten na którym Otton III przyjechał do grobu i relikwii zamęczonego św. Wojcecha, (podobno) świecko koronował Bolesława Chrobrego, powołano arcybiskupstwo w Gnieźnie ( pod zarządem brata męczennika Gaudentego ), biskupstwa w Kołobrzegu, Krakowie, Wrocławiu. To na nim Unger biskup poznański wniósł sprzeciw kanoniczny. Tyle w skrócie.

Podstawowymi źródłami są tu: Kronika polska Galla Anonima, Kronika Thietmara z Mersenburga, Roczniki Hildesheimskie. Bez nich nie wiedzielibyśmy praktycznie nic.
Co wiemy z owych źródeł:

Kronika polska Galla Anonima: powstała ponad wiek później od opisywanych wydarzeń, jest hymnem pochwalnym na cześć Kazimierza Krzywoustego i Bolka Chrobrego (który ma stanowić wzór dla dobroczyńcy Anonima), jest więc ideologicznie zależna. Na nieszczęście posiadamy tylko trzy jej rękopisy, który najstarszy pochodzi dopiero z XIV w. Nie spełnia więc punktu 3 i 4. Nie spełnia też punktu 1, bowiem Gall czerpie mnóstwo radości w opisywaniu cudów (a to cudownego rozmnożenia prosiaka, a to widmowych rycerzy) i anegdotkach, przytacza rozmowy, przy których być nie mógł, całość czyta się jak bajkę, a nie kronikę z naszego punktu widzenia. Więc? Do kosza!:)

Kronika Thietmara: biskup Mersenburga jako współczesny Chrobremu wydaje się być zacnym źródłem. Musimy jednak trzymać się naszych kryteriów i uczciwie odnotować jego wrogie nastawienie do Polaków (jest wiernym zausznikiem Henryka II), które popychać go może do zatajania, tudzież manipulowania faktami. A my jako posiadacze poglądu naukowego i programowo sceptycznego – nie ufamy i węszymy podstęp. Zatem – podpada pod punkt 3 (zależność ideologiczna). Natomiast przekreśla go zupełnie punkt 1, Kronika jest katalogiem najdziwniejszych sytuacji paranormalnych i cudacznych cudownych cudów, w których spisywaniu biskup się lubuje. Wielokrotnie też myli się i pisze zwykłą nieprawdę (na dzień dobry np. w I Księdze podlizuje się władzy, pisząc iż Henryk I był cesarzem). Więc – punkt 2. Nie dość, że bajkopisarz, to jeszcze kłamczuszek:)

Roczniki Hildesheimskie: z 1000 roku, więc dotyczą interesującego nas okresu (taki Gall Anonim zupełnie nie interesuje się datami). Tylko co oni tam powypisywali!? Arcybiskupstwo nie w Gnieźnie, tylko w Pradze, inicjatywa nie Bolesława Chrobrego, tylko Bolesława Czeskiego! No, ale skoro odrzuciliśmy poprzednie źródła, to wypada zaakceptować te (na złość głupim historykom, którzy prócz nielicznych wyjątków np. Frieda i Wasilewskiego, akceptują wersje Anonima i Thietmara). Ale nie upadajmy na duchu! Roczniki owe, to późna kompilacja, wyciąg z zaginionego oryginału dopiero z roku 1065. Poza tym z licznymi interpolacjami. A więc tekst zmanipulowany. Możemy więc z ulgą i te źródło wywalić do kosza.

I co nam zostanie ze Zjazdu Gnieźnieńskiego po zastosowaniu kryteriów jakie zastosowaliśmy wcześniej do twórczości chrześcijańskiej, żydowskiej i pogańskiej tyczącej się historycznego Chrystusa? Ano nic:)

Gratuluję i cieszy mnie okrutnie fakt, że owa metodologia nie przyjęła się powszechnie, bo nic po prawdzie nie wiedzielibyśmy o swojej przeszłości:)

W sumie, ciekawe jest to negowanie istnienia Jezusa. Nawet czołowy antyklerykał Deschner , z bólem, ale przyznaje fakt istnienia Chrystusa. Wspomina, że moda na odrzucanie istniała w XVIII i XIX w., propagowana przez kilku ( pośledniejszych ) teologów, zamarła w latach 20. XX w. Obecnie, licząc teologów, tylko jedno znane (jak twierdzi Deschner) nazwisko obstaje przy tej tezie. Oczywiście zostaje nam jeszcze historiografia marksistowska, ale i ona po pewnym czasie przestała upierać się, że Chrystus nie istniał, nie żył, nie nauczał i generalnie to patchwork chrześcijańskich manipulatorów (potwierdza to Jaczynowska ).

Ale skansen, jak widać, trwa i ma się całkiem nieźle:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz