środa, 10 lutego 2010

....to mówiłem ja, Jarząbek!


Jestem antysemitą. Takim, co to go trza palcami wytykać, piętnować i kwitować pogardliwym wydymem warg.
Znaczy - wróć! Jestem antysemitą w myśl definicji dialogu polsko-żydowskiego ukutego przez niektóre środowiska. Podobnie jak z nową definicją tolerancji, rozumianej jako obowiązek akceptowania wszystkiego, tak i dialog doczekał się nowego, postępowego, nowoczesnego i nie przystającego do ciemnogrodu znaczenia.

Dialog, proszę ja pani i pana, to takie cuś, że za nic w świecie nie staramy się zrozumieć drugiej strony. Zrozumienie bowiem wymaga autorefleksji i umiejętności konfrontowania własnych wartości z tymi nowymi, a to trudne. Co więcej (i o zgrozo) wymusza zadawanie pytań, często niezbyt wygodnych. A to, w myśl przyjętej wyżej tolerancji - jest już ani chybi zamachem na prawo do posiadania własnej tożsamości i poglądów (umyka jednak subtelne rozróżnienie na prawo do posiadania poglądów i obowiązek, w razie czego, ich obrony).
Po kiego zatem zadawać pytania i dumać, jeżeli można pójść inną drogą.

Dialog zatem to nie wysiłek zrozumienia drugiej strony, ale prostackie i bezkrytyczne przejęcie jej punktu widzenia. W przypadku dialogu polsko-żydowskiego - fani takiego sposobu stawiania sprawy, stają się bardziej żydowscy od samych żydów a sam dialog pojmują jako maszynkę do rozpatrywania roszczeń, a nie szukania wspólnej płaszczyzny porozumienia. Z dialogiem, który opiera się na wzajemności to to nie ma wiele wspólnego.

Ilustracją tego zagadnienia był niedawny wywiad Piotra Pacewicza z naczelnym rabinem Polski "Rabin patrzy na Boże Narodzenie"

Pacewiczowi, mimo usilnych wysiłków, nie udało się przekonać rabina, w jakim to antysemickim bagnie przyszło mu żyć. Nie udało mu się także sprowokować go do krytyki katolicyzmu, co niechybnie połechtałoby otwarte na dialog i tolerancyjne serduszko pana redaktora.
No, ale zobaczmy, jak się ma idea dialogu polsko-żydowskiego w praktyce:

Jak to jest być rabinem w kraju, gdzie wciąż silny jest antysemityzm?

Ano - odpowiada rabin - Polska nie jest krajem antysemickim, to kłamstwo. Problem jest, ale nie ma go co demonizować. To ewidentnie musiało zbić z tropu redaktora Pacewicza, bowiem na dzień dobry nie zyskał poklasku. Jednak brnie dalej niezmordowanie:

Ale czy w innym kraju ktoś mógłby zbezcześcić pamięć miliona ofiar Auschwitz, kradnąc napis "Arbeit macht frei"?

Odpowiedź rabina jest ujmująco i rozbrajająco logiczna - nie, bo napis zawisł w Auschwitz, a ten funkcjonował w Polsce. A jeżeli chodzi o motywy antysemickie stojące za kradzieżą - to nic o tym nie wiemy i za wcześnie na sądy. No i znowu policzek. Na uwagę zasługuje porażająca intelektualnie teza pana redaktora, że w innym kraju napisu by nie skradziono, bowiem na pewno w innych krajach antysemityzm nie występuje, albo tamtejsi antysemici są bardziej taktowni :) Wiadomo - jak antysemityzm to tylko w Polsce (choć jak na złość jednak zleceniodawcą okazał się obcokrajowiec) Co ciekawe - nadgorliwość Pacewicza wpisując się niepostrzeżenie w nurt radykalizmu żydowskiego, objawia się bowiem w sugerowaniu, że albo ofiarami Auschwitz byli tylko żydzi, albo kradzież innym poległym nacjom pamięci nie zbezcześciła (bo się pewnie nie liczyli).

W 2006 roku napadł na pana rabina młody mężczyzna. Krzyknął: "Polska dla Polaków", uderzył pana i prysnął w twarz gazem. Pamiętam, jak zadzwoniłem z prośbą o komentarz do "Gazety", zawstydzony, pełen narodowego poczucia winy. A pan krzyknął do słuchawki: "Jaki antysemityzm? To był chuligan!". I zaczął pan opowiadać, jak chciał go dogonić, by mu oddać.

As z rękawa pana redaktora - tym razem rabin już mu nie wywinie i będzie musiał przyznać, że Polacy to antysemici. I znowu rozczarowanie, rabin kwituje to śmiechem i zaprzeczaniem o antysemickich polskich ciągotkach. Wzrusza także wrażliwość redaktora Pacewicza jego mężna, heroiczna postawa, która nakazuje mu cierpieć i bić się w pierś za miliony antysemickich Polaków. Zuch! Zuch!

Czy to jest głębokie przekonanie pana rabina, czy raczej taktyka, by chwaląc Polaków, skuteczniej przełamywać stereotypy?

Redaktorowi Pacewiczowi w głowie się nie mieści, że żyd może nie uznawać tezy o Polakach antysemitach. Polska to Polska antysemicka, więc skoro jest to dogmat nie wymagający obrony (niechby ktoś poważył się naruszyc jego świętość!), zatem chwalenie Polaków to sprytna taktyka. A skrycie rabin doskonale wie, co wie też redaktor Pacewicz - że Polacy to i tak antysemici.

No, ale skoro z żywym się nie udało, trza skupić się na materii nieożywionej:

Podobno jest wiele problemów, władze lokalne potrafią zniszczyć cmentarz (żydowski - dop. mój), budując wodociąg.

I znowu zawód, niezmordowany nasz rabin odpowiada krótko: nieprawda. Jak widać - żywot dziennikarza to czasem pasmo samych upokorzeń:)

No i stała porcja antyklerykalizmu (swoją drogą Polska to dziwny kraj - antysemitą być nie można, a bycie antyklerykałem to powód do chwały):

Jan Paweł II, który głosił jak chyba nikt wcześniej tę naukę o jednym Bogu Żydów i chrześcijan, jednocześnie żarliwie wierzył w Matkę Boską i w Jezusa Chrystusa. To Żydom nie przeszkadza?

Skoro wierzył, to ani chybi oznacza to, że stawiał Matkę Boską na równi z Jezusem, a więc ubóstwił. Na szczęście redaktor Pacewicz znalazł ostatniego sprawiedliwego, który pogrozi palcem tym odszczepieńcom katolikom. Nie pogroził. Udowadniając, że więcej wie o chrześcijańskich wartościach niż sam uświęcony swoją ideologią Pacewicz.

Na szczęście redaktorowi udało się w końcu wydusić z rabina jakąś "negatywną' nutkę - okazało się, że pojęcie mesjasza w wykonaniu chrześcijańskim i żydowskim nie pokrywa się. Jezus w ujęciu żydowskim mesjaszem być nie mógł, bowiem nastąpiły dwie wojny światowe a potem Holocaust miast czasu dostatku i szczęśliwości. Jest to niewielki fragment z całości wywiadu, w którym rabin Michael Schudrich jawi sie jako otwarty na drugą stronę, wyważony i intelektualnie uczciwy przedstawiciel innej religii. Co zrobił redaktor Pacewicz? Zdanie:

Według chrześcijan Jezus spełnia definicję mesjasza, według Żydów nie. XX wiek to dwie wojny światowe, Holocaust. Od razu widać, że mu się nie udało. Rozmowa z Michaelem Schudrichem, naczelnym rabinem Polski

wywalił na sama górę, zapowiadając i sugerując jednocześnie klimat wywiadu. Pogratulować rzetelności i swoiście pojętej tolerancji.


p.s.

Jest i zgrzyt. W sumie zrozumiały, co nie zmienia faktu, że poniższa wypowiedź rabina jest nieprawdziwa:

- Między judaizmem i chrześcijaństwem nie ma symetrii. Jezus był Żydem. Oczywiście stworzył potem inną wielką religię, ale jej korzenie są w judaizmie. I w tym sensie jeżeli poznaję chrześcijaństwo, muszę poznać judaizm, inaczej nie zrozumiem. A nie jest odwrotnie, bo przecież my nie mamy chrześcijańskich korzeni. A jeżeli jest religia, która chce poznać moją religię i przyznaje, że moja religia to jej korzenie, to mam obowiązek otworzyć drzwi i pomóc w tym.

Symetria jak najbardziej istnieje. Judaizm rabiniczny, wbrew zapewnieniom pana Schudrichema jest chronologicznie późniejszy niż chrześcijaństwo. Powstał jako reakcja na nie i pozostawał w ścisłej opozycji do chrześcijaństwa. Gdyby nie wyznawcy Jezusa, judaizm jaki narodził sie po upadku świątyni, byłby jakościowo zupełnie inny niż obecnie. Bez poznania chrześcijaństwa żydzi nie będą w stanie do końca zrozumieć teraźniejszego judaizmu.
Symetria natomiast dotyczy judaizmu biblijnego - to z niego wyrasta zarówno judaizm rabiniczny, jak i chrześcijaństwo.

Zauważył już to dawno Jan Paweł II mówiąc : "Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi". W mediach natomiast owe zdanie zrobiło karierę juz bez słów "i w pewien sposób, można by powiedzieć" co nie pasowało najwyraźniej do kanonów poprawności politycznej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz