czwartek, 8 kwietnia 2010

....dobry, lepszy, wegetariański




D
o tej pory, w chwilach czarnej zadumy nad kondycją świata, wystarczyła krótka litania do boskiego Ala Gore'a, by przywitać dzień pełnym nowej nadziei. Należałoby tęgo zastanowić się nad ponownym Noblem dla apostoła klimatycznego, bowiem jego ewangelia rodzi już pierwsze owoce - tej zimy temperatura spadła już tyle, że co poniektórzy załapali się na katar.


Problem w tym, że nasz panteon mesjaszy trochę się rozszerza i niedługo kolejny ołtarzyk trza będzie stawiać chyba w przedpokoju.
Do grona zbawców świata dołączają wegetarianie. Nie jacyś tam zwykli wegetarianie, którzy żyją sobie spokojnie i którym należny się taki szacunek jak innym mięsożercom. Wegetarianie z silnym poczuciem misji i nawracania. Słowem - wegetarianie oświeceni.

Podręcznikowym wręcz przykładem zielonego gnostyka jest niejaki Jonathan Safran Foer i jego dzieło "Jedzenie zwierząt". Zaprezentowane owe zostało w artykule o skromnym tytule "Świat uratują wegetarianie" .
Amerykański pisarz, w natłoku złotych myśli których streszczać z braku miejsca nie ma sensu, stawia, między innymi, trzy argumenty przeciwko spożywaniu mięsa.

(...) konsumpcja mięsa na skalę masową narusza fundamentalne prawa zwierząt, które człowiek skazuje na cierpienie i śmierć.

Najwyraźniej wzdęte afrykańskie brzuszki się opatrzyły. Były modne dwie dekady temu. Podobnie jak masowe wyżynanie się bliźnich w dzikich zakątkach globu, o nazwach nie do wymówienia. Ludzie nie skorzystali ze swych fundamentalnych praw, więc są sami sobie winni. Zwierzęta mówić ni skarżyć się nie mogą, zatem teraz należy głośno upominać się o ich fundamentalne prawa.

Konia z rzędem i kostka cukru temu, kto zdefiniuje owe fundamentalne prawa. Co to jest? I gdzie zostały owe ogłoszone? Prawo do życia? Proszę zakomunikować to świni w rzeźni. Prawo do wolności? Niech mister Foer biega ze scyzorykiem od zagrody do zagrody i tnie psie obroże, niech wypuszcza konie i otwiera w misyjnym uniesieniu chlewiki. A potem uniemożliwi (dla ich dobra, rzecz jasna) ich powrót, bo mądre zwierzaki wiedzą gdzie będzie im najlepiej. To może inne fundamentalne prawo - równość wobec prawa? Wolność religijną? Wolnośc zgromadzeń?


Panie Foer - a może po prostu chodzi o godną śmierć, nie katowanie zwierząt i generalnie zapewnienie im życia bez cierpienia? Proszę bardzo, chwalebne to i godne naśladowania, tylko, że to są prawa stanowione. Bo czyż dzikie zwierzęta w przyrodzie nie cierpią, nie katują się, nie są spożywane w bólu i przedśmiertnym przerażeniu? Czyżby natura miała w odbycie ich fundamentalne prawa?


Prawo karze bydlaka katującego konia, czy psa, nie dlatego, że ontycznie są sobie równi (mają te same prawa fundamentalne) tylko dlatego, że taki bydlak przeczy swojemu człowieczeństwu. A za to należy się kara wymierzana wedle prawa stanowionego (różnego w różnych miejscach).
Uczłowieczenie i antropomorfizacja zwierząt doprowadzi do tego, co już widzimy u oszłomów klimatycznych ubóstwiających naturę - odgórne, prawne forsowanie eutanacji i ograniczenie rozrodczości w imię walki o dobrą kondycję pramatki Gai.


To może i atrakcyjne wartości, dla sytych, przytępawych i znudzonych dobrobytem nastolatków, czy przeżywających kryzys wieku średniego, ale nie dla twardo stąpający po ziemi. Tych mierzących się z realnymi problemami.


(...) hodowla przemysłowa prowadzi do degradacji środowiska naturalnego - odchody zwierząt zanieczyszczają wody gruntowe, lasy tropikalne są karczowane pod hodowlę bydła, a do atmosfery przedostają się ogromne ilości metanu emitowane przez bydło i przyśpieszają ocieplenie klimatu. (...)

Witamy zatem w postmięsnym raju wojujących wegetarian.Założmy, że zdecydowana większość mieszkańców Ziemi została wegetarianami (a nawet weganami).

Jako, że 2/3 globu nie nadaje się na uprawy i gwałtownie spada popyt na mięso, rozpoczyna się eksodus ze wsi do miast. Farmerzy masowo sprzedają ziemie inwestorom, a co za tym idzie spada ilość produkowanej żywności.

Pojawiają się monokultury zbóż i roślin strączkowych, co niechybnie prowadzi do wyjałowienia i erozji gleb.
Te ratowane są sztucznymi nawozami do których wyprodukowania jednej tony potrzeba trzech ton ropy naftowej - panie Foer, pan rozumie, że Al Gore może pana za to nie polubić? Niektóre państwa tymczasem uświadamiają sobie, że inwestycja np. w ryż nie należy do najbardziej udanych- ich mieszkańcy masowo chorują na malarię (uprawa ryżu na świecie w roku 1993 spowodowała 155 milionów przypadków malarii poprzez dostarczenie komarom dogodnych dla ich rozwoju terenów) oraz grypę (kontakt człowieka z kaczkami na tych samych ryżowiskach zaowocował 500 milionami przypadków grypy).
Kasę czeszą koncerny farmaceutyczne i te związane ze sztucznymi nawozami. Unia Europejska, zgodnie z zasada poprawności politycznej, nakazuje w trosce o niewiadomokogo (znaczy - wiadomo kogo i nie jest to bynajmniej obywatel UE) odgórne i obowiązkowe limity zakupu nawozów fosforowych, azotowych, potasowych itd. Machina biurokratyczna rusza na całego, teraz, prócz koncernów energetycznych ze szczytującymi energooszczędnie świetlówkami, orgazm przeżywają megakorporacje produkujące chemię dla rolnictwa. Itd.


Na karb nieszczęśliwego zbiegu okoliczności uznać należy przeoczenie pana Foera, w którym zapomniał, że lasy wycina się nie tylko pod hodowlę bydła, ale też dla pól uprawnych. Niech sobie łaskawie przypomni szaleństwo karczowania lasów związanej z hodowlą roślin na biopaliwa, wzrost ceny i powszechny głód w rejonach świata, gdzie "fundamentalne prawa zwierząt" nie wiedzieć czemu, przegrywają z fundamentalnymi prawami ludzi, walczacymi o przetrwanie. Panie Foer, był pan kiedyś naprawdę głodny?
Zamieszanie z biopaliwami to przykład na to, jak odgórnie, stymulowane prawnie konkretne uprawy (czego bylibyśmy świadkami w naszym ekoraju) doprowadziło do ekonomicznego krachu i nadużyć sprytnych rolników, którzy korzystali z głupiego prawa poprawnych politycznie decydentów.

Metan produkuje rolnictwo w znacznych ilościach. To prawda. Ale by głosić z tego powodu tezę o przejściu na wegetarianizm, należałoby, miast pustych ogólników, zaprezentować argumenty, które udowodnią, że ograniczenie pogłowia bydła, zmniejszy zauważalnie temperaturę.
Bo (a może nie jestem na bieżąco?) aktualnie modne jest oskarżanie o to człowieka, a nie biednych zwierzątek. Gdzie podzieją się ich fundamentalne prawa, kiedy zacznie się sztucznie ograniczać ich populację? Gdzie będzie ich wolność do zgromadzeń, godnego życia, prawa posiadania potomstwa? Panie Foer?


Nie od dziś wiadomo, że najlepszym systemem jest rolnictwo mieszane, gdzie hodowla inwentarza doskonale uzupełnia uprawę ("na przykład kury biegające po ogrodzie zjadają owady-szkodniki i jednocześnie dostarczają wysokiej jakości jajek; owce pasące się w sadach eliminują potrzebę stosowania herbicydów, zaś pasące się w zagajnikach i na innych terenach o marginalnym znaczeniu krowy dostarczają pełnego, czystego mleka, czyniąc te tereny ekonomicznie rentownymi dla rolnika. “Mieszane rolnictwo” jest również zdrowsze dla samej gleby, która rodzić będzie większe plony, jeśli będzie się ją traktowało zgodnie z tradycyjnymi zasadami uprawy.").


(...) zła jakość wielu gatunków mięsa ma negatywny wpływ na zdrowie człowieka.

Podobnie jak zła jakość żarcia roślinnego. Żadna to nowość. I żadna odkrycie, że te ostatnie coraz częściej jest wspomagane chemicznie. A i znajdą się przekonujące dowody na to, że czysta dieta wegetariańska wpływa niekorzystnie na rozwój młodego człowieka. Argumentami można się przerzucać, tylko po co?


To tyle argumentów nawróconego Jonathana Safrana Foera. Na zakończenie perełka ilustrująca tytaniczne procesy myślowe jakie zachodzą w szczęśliwie uwolnionym od mięsa mózgu autora:


"Jeżeli ludziom leży na sercu cierpienie zwierząt, powinni zrezygnować z jedzenia jajek, a w trosce o klimat unikać spożywania wołowiny. Dla dobra naszej planety byłoby także korzystne ograniczenie konsumpcji ryb morskich. Decyzja leży w rękach każdego z nas.

Kraść, podbierać, oraz zwijać niecnie jaj nie wolno, bowiem cierpią na tym procederze kwoki (jakie fundamentalne prawo zostało w tym przypadku złamane?). Natomiast zabijać dawców wołowiny nie można, bo cierpli na tym klimat. Ot, słodki, niegroźny relatywizm:) Przy kwestii ograniczenia konsumpcji ryb się poddaję - może one też wydzielają za dużo metanu?

Na pozostałe zarzuty zawarte a artykule odpowiada m. in. ten artykuł, z którego bezczelnie korzystałem "Mity wegetarianizmu" .


Hm.. co dziś na obiad?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz